Wszystko o Fallout: New Vegas, Fallout 3, Fallout Online, Fallout Tactics, Fallout 2, Fallout 1






Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 0 Głosów - 0 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Project Buffalo
06.07.2010, 13:40 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.07.2010 14:39 przez Lotos.)
Post: #1
Project Buffalo
Na sam początek napiszę, że jest tu trochę do poczytania i do zaangażowania. Przeczytaj całość, zastanów się i potem daj mi słowa krytyki bądź wskazówki. Mam gotowe 3 części (planuję 5 i koniec), lecz jak wiadomo apetyt rośnie w miarę jedzenia Smile Kolejne części beda lub nie beda serwowane, jeśli wam sie spodoba. Pozdrwaiam.






Buffalo Project
PROLOG



2069, 24 kwietnia (pierwszy wpis)
Mam na imię Peter Van Ceggeal. Jestem, tfu, byłem naukowcem wojskowym...W sumie to chyba już nie istnieję. Bo jak można to nazwać życiem? Tu nie ma niczego. Może głupio to zabrzmi, ale... częściowo przeze mnie na świat nadeszła apokalipsa. Dlaczego byłem tak głupi? Mam do siebie żal, więc nie ma mnie- nie ma mego imienia. Jestem nikim. Tak się to życie zmieniło... Straciłem żonę i dwóch synów. Została mi tylko jedna osoba- moja córka- Diana. Tylko dla niej pragnę przeżyć jakoś ten następny, z resztą coraz cięższy, dzień. Żyjemy sami w małym miasteczku, a raczej jego ruinach. Los Hesuentez... Jakie to było piękne miasto przed tą okrutną wojną...Wielu wśród nas udaję kim jest a kim nie jest. Ja też- tu naprawdę nie ma życia, tego duchowego, tego pięknego...
Nie widzę sensu by szukać schronienia, nie mam ojczyzny, nie mam do czego wracać. To tak szybko się zmieniło. Nie chcę się rozwodzić nad swoimi problemami, bo kogóż to interesuje? Spisuję ten dziennik, bo wiem, że mój koniec jest blisko. Ledwo wstaję z łóżka, które zrobiłem z jakiś metalowych kawałków. Na nich nie da się spać... Musiałem okryć je tkaniną , o którą tu bardzo ciężko. Ból głowy doskwiera mi na każdym kroku. Nie ma co pić, jest mało jedzenia. Mimo, że staramy sobie pomagać w Los Hesuentez to i tak każdy pragnie lepiej dla siebie. Rozumiem tych ludzi, sam wśród nich jestem. Być może jest to jeden z moich ostatnich wpisów. Codziennie śnią mi się anioły mówiąc: „Piotrze wytrzymaj! Już niedługo zejdziemy po Ciebie...”. Dodają mi otuchy te stworzenia Boskie. To nie są omamy... Chyba...
Na koniec chce dodać, że bardzo kochałem swoją dawną, piękną ojczyznę. Zjednoczona Ameryka... Jak to kiedyś cudownie brzmiało. Gdy byłem w wojsku, doskonale to pamiętam, to z dumą śpiewałem nasz hymn. Po prostu byłem patriotą, kochałem kraj ! Niech żyje Zjednoczona Ameryka jeśli jeszcze istnieje...

PS. Kocham cię Diana. Nie zapomnij nigdy o swym ojcu. Niech Bóg cię błogosławi. Ja ciągle w Niego wierzę. Na pewno istnieje ! Bądź wytrwała w wierze.



...



2069, 2 czerwca (dwudziesty drugi wpis... chyba ostatni)
Mam już tyle lat... W ostatnim śnie ujrzałem Julię- moją żonę. Szepnęła mi swym aksamitnych głosem do ucha: „Mój kochany, jutro po Ciebie przyjdę. Tu jest pięknie, raj naprawdę istnieje. Wytrzymaj...”.
Cóż więcej mogę powiedzieć? Odchodzę. Tak się cieszę. Si Deus pro nobis, quis contra nos?


...
3 lata później
...


-Kochany ojciec, tyle przeżył. Nawet nie wiedziałam, że był jakimś naukowcem... Ciekawe. - westchnęła Diana czytając wpisy taty.
Peter nie żył od 2 czerwca 2069 roku. Zmarł w śnie. Sen jego się spełnił, nad ranem zabrała go żona. Nie męczył się. Diana znalazła dziennik, w którym widniały tylko 22 wpisy, w nieregularnych odstępach czasowych. W sumie to był przypadek, że Diana Van Ceggeal znalazła dziennik ojca. Odnalazła go dopiero po trzech latach pod łóżkiem rodzica.
Dziewczyna została sama. Nie miała już rodziny, ani znajomych. Jako nastolatka była tajemnicza, skryta i wysublimowana. Nie chciała zwracać na siebie uwagi. Tak naprawdę miała na imię Kasandra, lecz nie podobało jej się to imię i sama sobie zmieniła. W dowodzie, prawie jazdy widniał napis „ Kasandra Van Ceggeal”, lecz Diana postanowiła by każdy nazywał ją tak jak sobie życzy. Nie wiem, być może źle kojarzyło jej się to imię?
W każdym razie Diana (tak będę na nią mówił) urodziła się 1 listopada 2049 roku w Los Angeles. Wychowała się w tej metropolii, lecz na kilka miesięcy przed wojną cała rodzina Van Ceggeal’ów przeprowadziła się do Los Hesuentez-małej mieściny położonej 30km od Los Angeles. Emanowała tam piękna zieleń, do prawdy, można było pomylić to miasteczko ze wsią. Zero wieżowców ,zero fabryk. Spokojne życie. Do czasu... Dziewczynka miała 16 lat gdy wybuchła Wojna o Ropę. Był to rok 2065. To była straszna wojna. Nie nazwano jej Światową, bo tak naprawdę tylko 4 kraje walczyły ze sobą- Zjednoczona Ameryka (ZA) w sojuszu z Japonią przeciwko Rosji w pakcie z Chinami. Reszta krajów Europy i Afryki nie miała wiele do powiedzenia, tam wojna nie wybuchła- po prostu Europejczycy bali się wojny nuklearnej. Amerykanie wiedzieli, że prędzej czy później nastąpi atomowy konflikt. Chcieli to zacząć wcześnie i szybko skończyć. Dowództwo ZA planowało, by skończyć wojnę w 24h. Amerykanie mieli dosyć ataków Rosjan i Chińczyków na wielkie skupiska ropy na Alasce, Zachodnim Wybrzeżu i Zatoce Meksykańskiej. Komunistyczni dowódcy, jak Europejczycy z Unii, bali się konfliktu nuklearnego, lecz jak sami przyznawali w rozmowach dyplomatycznych mają dwukrotnie większy arsenał broni jądrowej. Były to pogróżki, jednak faktycznie Chiny i Rosja nie zawahałaby się użyć tej śmiercionośnej broni.
Amerykańscy naukowcy w porę opracowali schemat ataku na Rosję. Projekt ten nazwano „Buffalo Project”. Mało kto wie, ale ten plan wymyślono w 2010 roku w przypadku „zaczepek” krajów totalitarnych na Amerykę. Rozwijano go 54 lata i 10 miesięcy przed wojną, 14 kwietnia, sam prezydent Zjednoczonej Ameryki, Harry Jonhson, z wahaniem podpisał projekt wyznaczając atak na Sojusz Komunistyczny równo 14 lutego roku 2065 o godzinie 4:00.
„Buffalo Project” był ściśle tajny. W jego schemacie było skonstruowanie zaledwie 14 bomb, które mogły zniszczyć pół Azji oraz organizacja ataku na tak wysokim poziomie, by Komuniści nie mogli rozpocząć odwetu. Projekt się udał... Prawie... Lecz o tym później. Jedynie 6 osób o nim wiedziało. Wśród nich był... Peter Van Ceggeal.

Cool War never changes
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
06.07.2010, 22:30
Post: #2
RE: Project Buffalo
Forum śpi? Wink

Cool War never changes
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
08.07.2010, 06:43
Post: #3
RE: Project Buffalo
Przyznam, że mnie wciągnęło. Zapodaj resztę ;]
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
08.07.2010, 09:52
Post: #4
RE: Project Buffalo
ROZDZIAŁ I - WEWNĘTRZNY UPADEK

Diana, przeczytawszy dziennik ojca, wstała i z lekkim niepokojem popatrzyła przez okno. Choć tą dziurę w domku trudno nazwać oknem wpuszczała zawsze trochę światła. Prądu nie było. I to od dobrych 20 lat. Mieszkańcy Los Hesuentez jakoś żyli. Mimo trudności byli dumni, że przeżyli coś niesamowitego, wybuch broni jądrowej. Wciąż się zastanawiali: „Czyśmy wybrańcami?” , „Dlaczego nadal żyjemy?”.
Po dłuższej chwili głębokich przemyśleń Diana wyszła z dziurawej i mocno wypalonej chatki. Przechadzając się po miasteczku zawsze, ale to zawsze, schylała głowę. Nie chciała szumu wokół siebie, nie przyjaźniła się z nikim. Jedynym człowiekiem, któremu naprawdę ufała był jej chłopak sprzed wojny- Jacob. Po zagładzie nie miała już siły i nawet ochoty na głupie, według niej, uczucie. W końcu straciła całą rodzinę... Jacob Winchester zawsze o nią dbał, była mu za to wdzięczna. Gdy zabrakło pożywienia, dzielił się swoim- wzór mężczyzny i przyjaciela.
Na skrzyżowaniu ulic Donovana i Washingtona dobiegł ją głos:
-Pssstt... Chodź tu, szybko.
Diana nie poznała głosu, chyba dlatego, że był cichy. To skrzyżowanie przed wojną było bardzo ruchliwe. Na ulicy Washingtona znajdował się duży rynek. Zaryzykowała, weszła w uliczkę między rynkiem i dawnym kinem.
Gdy ujrzała postać i jej posturę ulżyło jej.
-Ah to ty Jacob...Kiedy ostatnio byłeś w Wimbertown? – spytała interesownie Diana- co tam słychać nowego?
-Eh...-westchnął młodzieniec. Na jego twarzy pojawił się zmieszany wyraz, chciał coś powiedzieć lecz najwyraźniej nie potrafił. W jego oczach można było wyczuć, że stało się coś dziwnego.
Diana nie dała za wygraną i spytała ponownie:
-Jacob... Czy tam jest wszystko w porządku?
-Dobrze, powiem ci. Tam już...- przełknął ledwo ślinę i dyplomatycznym gestem próbował coś wyjaśnić- eee, nic już tam nie... Bandyci... Spalili miasto i zabili większość ludzi, mojego jedynego brata, zabrali jedzenie, czystą wodę... WSZYSTKO!– krzyknął z bólem na twarzy po czym łza spłynęła po policzku dwudziesto paroletniego chłopaka.
Dziewczyna nie odpowiedziała, przytuliła Jacob’a po czym szybko opuściła miejsce spotkania. Nie chciała by przyjaciel widział ją w ciężkim stanie- płaczącą. I tak już Diana była wystarczająco zniszczoną psychicznie kobietą. W jej głowie krążyły najgorsze myśli. Powoli niszczyła sama siebie, wiedziała, że jest z nią źle- od środka.
„Nie wierzę... Co się dzieje z tym światem?” – pomyślała Diana i szybkim krokiem pobiegła za miasto. Chciała odreagować, rozbolała ją głowa. Diana była już małą kobietą, chciała się ustatkować. Nie wiedziała co zrobi ze sobą, świat wydawał jej się już zniszczony merytorycznie- od środka poprzez nienawiść ludzką. Zdawała sobie sprawę, że to wszystko co ją otacza jest opętane.
Po chwili dotarła nad jeziorko. Woda była skażona- wiedziała o tym i jej nie piła. Wychodzenie samemu za miasto było dość ryzykowne, wszędzie czaiło się zło- czy to bandyci, czy zwierzęta. Nie obchodziło ją to, wiedziała, że i tak ma już życie stracone. Siedząc nad wodą wspominała swoje piękne dzieciństwo, swoją kochaną mamę i ojca oraz rodzeństwo. Jak jej było wtedy dobrze, czuła się tak bezpieczna. Miała wszystkiego ponad miarę, czy to zabawki, czy miłość rodzicielską i ognisko domowe. Brakowało jej bratniej duszy, no oprócz Jacoba, którego na swój sposób kochała- za jego troskę. Nagle Diana usłyszała jakiś głos za krzaków. Przestraszyła się, poczuła zimny dreszcz i momentalnie wstała. Rozejrzała się wokół. Coś nagle przerwało jej ciepłe chwile z przeszłości. Ponownie cos usłyszała. Napięcie momentalnie skoczyło, serce zabiło. Spanikowana Van Creggeal’ówna obróciła się w stronę miasta i tak prędko, jak potrafiła, wyrwała się do mieściny.
-Za nią ! – ktoś krzyknął brzydkim, dość niskim tonem.
I stało się, nagle trzy osoby wyskoczyły zza spalonych i pozbawionych życia poprzez promieniowanie krzaków. Adrenalina zabuzowała we krwi dziewczyny, dostała drgawek, lecz dalej biegła. Do miasta było daleko, około kilometra, a za nią biegli trzej ludzie uzbrojeni w noże. Na szczęście Diany nie mieli broni palnej- gdyby mieli pewnie już by leżała w kałuży ciemnoczerwonej cieczy. Dziewczynie brakowało sił, czuła, że zaraz nie da rady. Powoli już traciła nadzieję...
Nagle rozległ się huk, a dokładnie trzy strzały. Trzej napastników padło na ziemię. Trzy pociski, idealnie wycelowane, przebiły dwóm bandytom tors, zaś jednemu głowę. Nastała cisza.
Diana nie zrozumiała o co chodzi. Nie pojęła sytuacji i nagle wycieńczona padła. Jeszcze przez chwilę rozejrzała się wokół i ujrzała dwie sylwetki. Powoli traciła kontrast i zaczęła jąkać. Poczuła straszny ból w brzuchu. Naprawdę ciężko opisać jej reakcję. Przez chwilę motała się na ziemi, lecz po chwili dała za wygraną fizycznie zmęczonemu ciału. Spróbowała tylko coś szepnąć swym na co dzień aksamitnym i jakże pięknie kobiecym głosem.
-Dziękuję...- złapała ciężko oddech, sprawiło jej to trudność- Tak napra... –nie dokończyła.
Omdlała.
-Roger... Czy ty przypadkiem nie znasz tej kobiety? – odezwała się jedna z postaci. Był to dość potężnie zbudowany czarny mężczyzna. Posiadał bardzo donośny głos z wyraźnym włoskim akcentem. Na imię mu było Leonardo Berolli. Wyglądał na 40 lat, lecz w rzeczywistości miał już 50. Muskuły i dość młoda twarz odejmowały mu lat. Po chwili spojrzał na swojego kompana – Rogera – oczekując odpowiedzi.
-Eee- zawahał się- chyba nie.
-Być może masz rację, choć... – nagle Leo zauważył swym bystrym okiem łańcuszek Diany – popatrz na to świecidełko na jej szyji!
Roger Green, latynos, z wykształcenia archeolog oraz inżynier, był przed wojną pracownikiem podstarzałej i zaniedbanej bazy Area 51. Ta strefa w XXw była najbardziej nowoczesną bazą w USA i na świecie, lecz w 2048 roku została opuszczona i zamknięta. Następnie pracował w Raven Palace 03 (RP03)-bazie, w której kontynuowano prace nad „Buffalo Project”. Niestety, nie został do końca wtajemniczony w sprawę najbardziej śmiercionośnej operacji wszechczasów.
Zastanawiając się chwilę Roger odparł dość charakterystycznym dla siebie głosem:
-Faktycznie, skądś go znam!
Następnie kucnął, wziął go delikatnie do ręki, ostrożnie odsunął diament i otworzył. Widniał tam napis: „Kochanej Kasandrze na urodziny- tata.”. Niżej znajdowała się data 1 listopada 2060 roku. Momentalnie mężczyźni popatrzeli po sobie. Ich twarze ogarnął niepokój i zauważalny lęk. Przez chwilę milczeli. Pierwszy odezwał się Roger:
-*****. Nie wierzę ! To córka Van Ceggeal’a...
-Racja Leo! Myślałem, że cała rodzina Petera już nie żyje. – ledwo wydusił z siebie słowa zaskoczenia.
-Jedyne co możemy teraz zrobić to zabrać ją do Los Hesuentez, chyba stamtąd tu przyszła.
-Nie ma sprawy- rzekł Roger, po czym podniósł ostrożnie niewiastę i przełożył przez szyję.
Gdy Diana spokojnie spoczywała na plecach Roger’a, Leonardo wydał spokojnie w charyzmatyczny sposób rozkaz:
-RUSZAMY !

Cool War never changes
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
08.07.2010, 22:26
Post: #5
RE: Project Buffalo
(uprzedzam jest troche do czytania, trzeba sie wczuc i postawic w role kogos kto jest obok tych osob.)
ROZDZIAŁ II - PIERWSZE ŻNIWO
-No... –odparł zmęczonym głosem Leonardo- to chyba tutaj. Jesteśmy na miejscu.
Roger kiwnął głową, rozejrzał się. Osłupiał, gdy zauważył, że mnóstwo osób patrzy na niego pozornie wrogim wzrokiem. Nie wiedział co zrobić, a tym bardziej co powiedzieć. Był to zaiste dość osobliwy widok, niósł przecież na plecach nieświadomą obywatelkę tego miasta. Chciał się wytłumaczyć, lecz Leo go popchnął uciszając i sam rzekł:
-Diana została napadnięta, uratowaliśmy ją. Gdzie jest jej dom? Musi wypocząć, zostaniemy przy niej.
Z tłumu gapiów, którzy czekali na rozwój akcji, wybiegł Jacob Winchester. Pomachał do dwóch mężczyzn i krzyknął:
-Ja ją znam. To moja dobra znajoma! Zaprowadzę was. Chodźcie – powiedział ochoczo Jacob. Na jego twarzy pojawiło się zdenerwowanie i niepewność, gdyż widział Dianę nieprzytomną.
-OK. Prowadź młody! – krzyknął Leo.
Jacob odwrócił się i z pretensjonalnym gestem wrzasnął:
-Jaki młody? Mam już 24 lata! No- ruszajcie, szybciej.
-Eh... Ta powojenna młodzież. – westchnął cicho Roger, po czym zauważył również uśmiech na twarzy Leonarda. Obaj się zaśmiali, byli prawdziwymi przyjaciółmi.
Po kilku minutach dotarli na miejsce. W czasie drogi porozmawiali chwilę, przedstawili się sobie. Mieli wiele tematów do rozmowy, lecz nie dokończyli ich- doszli. Roger Green przeraził się widząc „dom” Van Ceggeal’ów. Z pięknego pałacyku nic, dosłownie nic, nie zostało. Green doskonale pamięta, jak Peter zapraszał go na przysłowiową herbatkę. Dom wewnątrz był okazały, emanowało z niego piękno i ciepło. Przypomniał sobie znamienite drewniane drzwi, które wyglądały dostojnie. Gdy weszli do środka jeszcze bardziej się przeraził. Podłoga była warstwą kilku kraterów, dziury były na każdym metrze kwadratowym! Ściany odrapane, wyżółkłe od promieniowania. Jedynie, o dziwo, zachował się w dobrym stanie fortepian, na którym grałą – umilając czas gościom- Diana. Roger wraz z Leonardem widzieli wiele budynków po wojnie i każde, choć w małym stopniu, były zniszczone. Nic nie ocalało na zachodnim wybrzeżu Zjednoczonej Ameryki.
Roger, oddawszy Dianę na plecy kompana, usiadł na krześle, lecz po chwili ono się złamało- nogi pękły. Green wstał z podłogi i wrzasnął okrutnie:
-*****!
Jacob wraz z Leonardo’em się uśmiechnęli i jeden z nich parsknął śmiechem- głośnym, lecz nie cynicznym.
-Dobra, nie śmiejcie się ze mnie, tylko położcie dziewczynę na tym łóżku. Jazda! Albo nie... Cholera, jak ono pęknie?- wycedził Roger, wiedząc, że wszystko tu może się rozwalić. Rozejrzał się po pokoju i zauważył metalowe łożko, to, na którym przed śmiercią spał Peter Van Ceggeal.
-Połóż ją, o tam! – pokazał palcem, po czym dodał do Leo’a- tylko ostrożnie !
-Nie ma sprawy. – odpowiedział.
-Teraz poczekajmy aż się ocknie- rzekł Roger. Wyjął butelkę czystej wody i położył uważnie na stoliku.
Faceci rozmawiali przez dobra kilka godzin, aż w końcu młoda Van Ceggeal’ówna się obudziła. Początkowo nie zdawała sobie sprawy, gdzie się znajduję, leżała, a nad nią pochylały się trzy istoty, rozpoznała tylko Jacoba. Roger i Leo uśmiechnęli się, jeden z nich powiedział:
-No.. W końcu nasz aniołek się obudził- podał wodę dziewczynie- Wstawaj!
Diana początkowo niezbyt przekonana do nowo poznanych mężczyzn czekała na reakcję przyjaciela- Jacoba. On też bez chwili zastanowienia powiedział:
-Pij- smiało! To dobrzy ludzie, chcą nam pomóc. – ostatnie słowo „pomóc” wypowiedział nadzwyczaj ostrożnie. Młody Winchester znał ich dopiero od parunastu godzin, nie znał ich zamiarów. Van Ceggeal napiła się, od razu poczuła ulgę w schorowanym gardle. Westchnęła tylko i ładnym gestem podziękowała.
Diana była za słaba na rozmowę, z resztą nie miała ochoty na konwersację. Mężczyźni to zrozumieli, dali jej spokój i wyszli przed dom. Znajdując się przed chatką Jacob cwanym głosem spytał:
-Wy... Skąd w ogóle znacie moją dziewczynę? Skąd do cholery znacie Dianę ?!
-Wyluzuj młody. Opanuj swój jęzor. Wszystko ci opowiemy, ale zaprowadź nas w ciche i bezpieczne miejsce, tak by nikt nas nie podsłuchał. – charyzmatycznie i w dość cyniczny sposób odpowiedział mu Roger.
-OK. Znam takie miejsce, o tam – wskazał palcem- Naprzeciwko. Między tym rynkiem a dawnym kinem.
Roger doskonale pamiętał to kino, to tam często chodził z Peter’em i jego żoną pooglądać filmy- najczęściej komedie. Teraz nie było do śmiechu nikomu, nawet dowcipnemu przed wojną Roger’owi. Gdy przeszli przez ulicę i znaleźli się w wąskiej uliczce Leo zaczął tłumaczyć młodemu Jacob’owi, co ich tu sprowadza.
-Słuchaj... –zaczął – Zacznijmy od początku. Wiesz dlaczego żyjesz w tak zniszczonym świecie?
Jacob milczał.
-No wyduś z siebie gówniarzu! – wrzasnął Roger. Po chwili zorientował się, że przesadził z tonem głosu, lecz nikt raczej nie usłyszał tego.
-Krążą plotki, że nastała wojna atomowa. O wiele wcześniej w telewizji mówili o napiętej sytuacji politycznej pomiędzy Zjednoczoną Ameryką a Komunistycznymi Republikami. I chyba... –ciągnął Jacob – po prostu zrzucili na całą Amerykę Północną bomby.
Nastałą głucha cisza, Jacob z Leo popatrzeli po sobie i parsknęli śmiechem.
-Hahahhah, ładnie cię pojebało ! Ale ta propaganda działa... – westchnął Leo.
Jacob poczuł ukłucie w klatce, nie zrozumiał dowcipu znajomych.
-Ej... Wytłumaczcie mi jak było naprawdę, a nie pieprzycie głupoty !– wymamrotał Jacob, po czym ponownie został wyśmiany przez kompanów.
-Dobra, ufamy tobie. Jak się wygadasz to cię rozwalimy skurwysynu. A z resztą i tak ci nikt nie uwierzy.- Roger zaśmiał się - Słuchaj... Bomby, które Nasi mieli zrzucić na Azję były testowane w bazie Raven Palace 03. Lecz jedna z nich została w bazie i nigdy ją nie załadowano do samolotu. Nikt nie wie czy to było specjalnie, czy nie. Zapomniano o niej? Nie wiem. Na pokłady samolotów zapakowano tylko 13 bomb, a o czternastej... –ponownie się zaśmiał- Zapomniano. Jest teza o zdradzie, choć... kto wie. Amerykanie nie wiedzieli, że stworzyli aż tak niszczycielską broń. – przerwał na chwilę i napił się whisky. Oblizując się ze smakiem kontynuował – Po prostu bomba o nazwie PVC 014 wybuchając zmiotła z powierzchni połowę całej powierzchni naszego kraju i napromieniowała cały nasz kraj. Nie ma tu już życia. Nikt nie rządzi. Jest anarchia.
Leo dodał:
-I utopia ! – po czym zaśmiał się i przejął od kolegi butelkę z whisky.
-Ale jak to? – Jacob nie dał za wygraną. Dlaczego ta bomba wybuchła w bazie? Kto miałby niby ją zdetonować? Kto do cholery BYŁBY NA TYLE NIEODPOWIEDZIALNY To głupie... Nie trzyma się kupy. Pieprzycie. Ja i tak jestem zmęczony psychicznie... Cud, że żyję... Nieee... Czy mnie własny kraj oszukał?
Roger przestał się śmiać, wyprostował się i powiedział krótko:
-Szukamy tego skurwysyna. On żyje, czuję to.
-Czyli zwykła zemsta? – spytał nieśmiało Jacob.
-Tak... Peter miał nam w tym pomóc. Szkoda, że kopnął w kalendarz. Potrzebne są nam zapiski Van Ceggeal’a. Na pewno nie wyrzucił notatek z bazy wojskowej. Był wtajemniczony w ten projekt. On nam o tym opowiedział zresztą, lecz się minęliśmy po wojnie. Nie było jak się skomunikować.
-Hm... –zastanowił się Jacob- Diana wspominała o jakiś zapiskach, czy dzienniku ojca.
-No to przeczytamy to i ruszamy szukać tego gnoja. Mamy podejrzenia... Ty nam, Jacobie, w tym pomożesz. Wyruszasz z nami. Tu masz gnata- wyjął z kabury prawdziwego, przedwojennego Desert Eagle’a.
-Nie... Ja już nie rozumiem. Nie mam siły... Za dużo tego. Zdrada kraju? Nie... Nie chce. Nie wytrzymuje. Ja chce tu zostać – zaczął majaczyć Jacob – Wypierdalać stąd! I tak już za dużo przeżyłem. Pistolet? Po co mi? Nie mam tu nikogo! Czaisz? NIKOGO *****!
-Jesteś nam potrzebny! – zripostował Leo.
-Nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee ! – wrzasnął Jacob, po czym przymierzył sobie do głowy Desert Eagle’a.
-Co ty rob...- nie dokończył Leo.
Nagle rozległ się huk. Jacob strzelił sobie w głowę. Pocisk bez problemu przebił się przez czaszkę chłopaka. Młody Winchester padł bezwładnie na ziemię. Kaliber 12mm pozbawił życie młodzieńca. Z ust wyleciał strumień krwi. Gleba nasiąknęła krwią- ziemia zebrała żniwo. Lecz ciężko mówić tu o ziemii jako o miejscu, planecie... to było piekło... Nic dobrego. Po strzale Leo zdębiał, doznał zawrotu głowy. Nawet nieczuły Roger, który śmierć i krew przed wojną widział dosyć często, odwrócił się i westchnął:
-Cholera.

Cool War never changes
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
09.07.2010, 08:34
Post: #6
RE: Project Buffalo
To jest Po Wojnie nuklearnej czy przed?? Bo bomby spadły w 2077 roku

biorę uberkałacha i wkurzam mutki one mnie gonią i przebiegam obok najemników i nagle słychać pomagicie kto nie wódź to wtedy biorę udp compact naładowane hydroshocami i odstrzał
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
09.07.2010, 11:31 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.07.2010 11:31 przez Demo.)
Post: #7
RE: Project Buffalo
To jest opowiadanie niezależne. Przynajmniej na takie wygląda. Nie ma większego powiązania z Fallem jak dla mnie.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Skocz do: