Wszystko o Fallout: New Vegas, Fallout 3, Fallout Online, Fallout Tactics, Fallout 2, Fallout 1






Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 0 Głosów - 0 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Zona moim spojrzeniem.
31.08.2009, 09:19
Post: #1
Zona moim spojrzeniem.
Opowiadanie. "Zona moim spojrzeniem"

Piszę to opowiadanie już dłuższy czas, z krótszymi lub dłuższymi przerwami, ale ciągle je pisze. Zamieszczałem je na innym forum, a jako że to klimat mniej lub bardziej zbliżony do Fallouta, stwierdziłem, że i tutaj także wypada je przedstawić Smile.

Jest to mniej lub bardziej w klimatach Strefy/Zony, opowiada o pewnym stalkerze i przedstawia jego przygodę ze Strefą od pierwszych dni.

Będę zamieszczał partami, co by się nie przejadło.

I. Z Piekła do Nieba, czy z Nieba do Piekła?

-(…) dosłownie 20 kilogramów artefaktów. Bateryjki, Świecidełka, Gwiazdy a nawet jedno Słońce, a mało tego! Za nim ciągle w trzy metrowym odstępie wlókł się ten Klein. Stary napchał więc tyle złomu, ile zdołał tylko znaleźć do jakiegoś worka, i dał to temu dzieciakowi. Kałasznikowy, nieużywane; karabiny myśliwskie, nie byle jakie strzelby, masę dynamitu, Wintary i kilka karabinów snajperskich. Było tam także z 10 kilogramów nitrogliceryny, w plastikowych woreczkach(…).

Spojrzałem na zegarek. 5.04. Jest piąta, a on ciągle opowiada. Gdybym nie był zestresowany całą podróż, gdybym nie myślał ciągle o bezpiecznym dotarciu do celu, znał bym całą historię wypadów do Prypeci i Elektrowni. Ale byłem, i myślałem.
O tym, że 21 marca będę już w Zonie, dowiedziałem się z miesięcznym wyprzedzeniem. W lutym tak naprawdę jeszcze w to nie wierzyłem. Przeczytałem to tak, jakbym czytał w gazecie nagłówek nic nie obchodzącego mnie artykułu. Kontynuowałem życie. Pracowałem jak wcześniejsze lata, mieszkałem jak dotychczas, myślałem tak samo. Nic się nie zmieniło.
1 marca przyszła paczka- oznakowana. Skontaktowali się wtedy ze mną po raz drugi. Gdy 18 lutego otwierałem list nie wiedziałem, że to oni. Po prostu go otworzyłem, przeczytałem, i schowałem. Żadnych emocji. Gdy 12 dni później znów ujrzałem czarną pieczątkę na liście, serce zaczęło bić szybciej, a ja dopiero wtedy uświadomiłem sobie to, że jadę Tam. Do listu dołączona była paczka. Byłem szczęśliwy i podniecony, otwierałem ją bardzo powoli, jakby bojąc się, że coś z niej zaraz wyskoczy, lub wybuchnie mi prosto w twarz. Nic nie wyskoczyło, nic nie wybuchło. Była to maska gazowa i zestaw medykamentów z lekami przeciw promiennymi w strzykawkach, które swoim wyglądem nie wzbudzały zaufania. Gdy paczka wylądowała na łóżku, otworzyłem list. Było w nim kilka biletów. Lot Oslo- Kopenhaga z datą na 10 marca, 13 Kopenhaga- Praga, następnie kolejny lot samolotem, 15 dnia trzeciego miesiąca bieżącego roku, mianowicie Praga- Kraków. Kolejny świstek papierów nie był biletem, a notatką, rękopisem. Szczegółowe informacje jak dostać się do centrum Ukrainy, co mogę, co muszę, a czego nie wolno mi zabierać do Kijowa a także uwagi dotyczące zachowania na ewentualnych kontrolach podczas podróży Kijów- Zona.
Podróży, która właśnie trwała i dobiegała końca.

Przez sen straciłem rachubę czasu. Nie wiem jak długo jechaliśmy, godzina wyjazdu wypadła mi z głowy. Tak naprawdę, to nie myślałem podczas podróży o niczym konkretnym- miałem pustkę w głowie.
Przetarłem oczy, rozprostowałem się, ciągle siedząc, a następnie napiłem się wody z miedzianej butelki, którą zabrałem ze sobą, jako pamiątkę z poprzedniego życia.
Rozglądając się po naszym transporterze uświadomiłem sobie, że jesteśmy w Zonie, już nas przywitała. Przede wszystkim było mroczniej, smutniej. Brązowe naszycia na deski siedzeń stały się jakby czarne. Światło latarek i żarówek było jakby wyblakłe, jakby nie było światłem- patrzeć w jego centrum można było długo, gdyż nawet nie raziło w oczy. Przyszli stalkerzy i towarzysze mojej podróży mieli smutne i ponure wyrazy twarzy. Troje jeszcze spało, kilkoro wpatrywało się w jakieś martwe punkty podłogi czy foteli, równie martwym wzrokiem a dwoje z nich słuchało z przelotnim zainteresowaniem stalkera, który opowiadał te wszystkie bajki, pewnie całą noc, kiedy spałem. Dołączyłem do nich.

-(…) ich ciała pewnie leżą tam po dziś dzień! Ale tam, ciała, ludzie, wyobraźcie sobie kasę jaką warte są te wszystkie zabawki które ze sobą taszczyli. Cóż, Zona(…).

Zdecydowanie byliśmy w Strefie. Nie miałem już co do tego żadnych wątpliwości. Jedyny członek naszej podróży, który okazywał jakiekolwiek oznaki życia, przestał się uśmiechać, wyciszył głos i stracił chęć do dalszej opowieści. Wszyscy mieli blade twarze, równie blade jak światła latarek.
Dotychczas nie było żadnych większych kontroli. Zatrzymywaliśmy się 2 razy, słyszałem krótkie rozmowy kierowcy z jakimiś ludźmi, pewnie kontrolerami, poczym ruszaliśmy niespiesznie. Tak też jechaliśmy; wolno, ostrożnie, właśnie niespiesznie. Zaczęło padać, wielkie krople deszczu spadały na materiał robiący za ścianę i dach naszej kabiny. Jeden ze śpiących stalkerów zaczął płakać. Łzy wolno spływały po jego kości policzkowej, i znikały gdzieś w ciemności.

[Obrazek: stalkercar.png]


Ogarnął mnie ogólny strach. Jak dotychczas, przez większość czasu byłem zadowolony z podróży, z tego, że wreszcie tam będę, że odetnę się od brudu zewnętrznego świata, tak teraz bałem się tego wszystkiego. Ale na pewno nie chciał bym wracać. Gdy pomyślałem o tym, co zostawiłem za sobą, i że mógłbym do tego wrócić, strach mijał.
Tak, Zona powiedziała nam głośnie dzień dobry.

Jechaliśmy tak w ponurej atmosferze jeszcze godzinę, po czym nagle zatrzymaliśmy się. Wszyscy podnieśli głowy do góry, otworzyli szeroko przebudzone już oczy i obserwowali każdy każdego. Tak naprawdę było to obawa przed nieznanym. Albo nasza podróż dobiegła końca, albo stało się coś, czego Przemytnicy w planie nie mieli i wszystko, do czego tak długo dążyliśmy trafił szlag. Marzenia o Zonie były w tamtej chwili wszystkim co miałem, niezapowiedziany postój stał się powodem ogromnych obaw. A może jednak jesteśmy na miejscu? Przecież nie pamiętałem, i za nic nie mogłem przypomnieć sobie godziny wyjazdu z Kijowa… a może to anomalia, i oni zastanawiają się teraz jak ją ominąć, co począć, może nawet rozważają powrót(…)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
31.08.2009, 23:37
Post: #2
RE: Zona moim spojrzeniem.
Nice, poproszę dalej :-)

--
"Gentlemen, you can't fight in here! This is the War Room!"
Dr. Strangelove
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
01.09.2009, 19:34 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.09.2009 19:38 przez Gig..)
Post: #3
RE: Zona moim spojrzeniem.
No Matthew, bardzo dobra praca, ale skupię się na błędach.
Przede wszystkim - znowu niepoprawna POLSZCZYZNA!

Cytat:Kałasznikowy, nieużywane; karabiny myśliwskie, nie byle jakie strzelby, masę dynamitu
Zły szyk zdania. Nie wiadomo o co chodzi. Powinieneś to napisać w innej kolejności, np. "Nieużywane kałasznikowy; strzelby dobrej jakości; karabiny myśliwskie; masę dynamitu" lub podobnie.


Cytat:Ale byłem, i myślałem.
Przed "i" nie stawiamy przecinków, chyba że zdanie jest złożone z wielu przymiotników.

Cytat:W lutym tak naprawdę jeszcze w to nie wierzyłem.
"tak naprawdę" jest wtrąceniem i powinno być oddzielone przecinkami.

Cytat:Gdy 12 dni później znów ujrzałem czarną pieczątkę na liście, serce zaczęło bić szybciej, a ja dopiero wtedy uświadomiłem sobie to, że jadę Tam.
Super, że serce zaczęło bić szybciej! Tylko... jakie serce? Całe zdanie jest nieskładne, ma zły szyk. W polskim najlepiej nie stosować liczb. Wg mnie, powinno to wyglądać tak: "Gdy dwanaście dni później znów ujrzałem czarną pieczątkę na liście, serce zaczęło mi bić szybciej. Uświadomiłem sobie, że to właśnie ja Tam pojadę"

Cytat:Brązowe naszycia na deski siedzeń stały się jakby czarne. Światło latarek i żarówek było jakby wyblakłe, jakby nie było światłem-
C-c-c Combo! Powtórzenia wyrazów - unikaj tego Wink

Cytat:Troje jeszcze spało, kilkoro wpatrywało się w jakieś martwe punkty podłogi czy foteli, równie martwym wzrokiem a dwoje z nich słuchało z przelotnim zainteresowaniem stalkera, który opowiadał te wszystkie bajki, pewnie całą noc, kiedy spałem.
Tutaj to w ogóle mocno namieszałeś. Chyba pisałeś po nocach Tongue Poprawa: "Troje jeszcze spało, kilkoro wpatrywało się w jakieś martwe punkty podłogi, czy foteli, równie martwym wzrokiem. Dwoje z nich słuchało z przelotnym zainteresowaniem stalkera, który opowiadał (dalej wszystko OK)."

Cytat:poczym

Uchowaj Panie! Masz to w nawyku, niestety. Pisze się po czym!

Cytat:Tak też jechaliśmy; wolno, ostrożnie, właśnie niespiesznie.
Gramatyka. Poprawa: "Tak też jechaliśmy; powoli, ostrożnie, niespiesznie."

Cytat:Zaczęło padać, wielkie krople(...)
"Zaczęło padać. Wielkie krople(...)"

Jest tego jeszcze trochę, ale po powyższych uwagach (o ile je przeczytasz) sam się domyślisz Wink

Mimo tego u góry, opowiadanie jest w miarę składne i bardzo wciągające. Popracuj nad błędami i zaskocz Nas partem drugim Wink

[Obrazek: fnvsyg.gif]
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
03.09.2009, 16:07
Post: #4
RE: Zona moim spojrzeniem.
Wielkie dzięki za wszystkie rady Smile. Nie poprawię tego na bierząco ale napewno kiedyś, kiedy będzie więcej czasu (Szkoła, obowiązki...) zajrzę i głębiej się nad tym zastanowie. Wiele mi to pomoże Smile.

No i daje kolejnego parta. Ogólnie mam już napisane dużo w przód, gdyż już to publikowałem, i są od dłuższego czasu gotowe teksty.

------

Moje myśli przerwał dźwięk otwierających się drzwi, potem głośny skrzypiący trzask, co wziąłem za ich zamknięcie, a następnie słychać było kroki mlaszczące w błocie. Jeden z Przemytników odsłonił zasłonę wejścia do naszej kabiny i powiedział bardzo spokojnym, wyważonym, lecz szybkim głosem:
- Dobra, wysiadajcie!

Więc nie wracamy- dojechaliśmy. Poczułem ulgę. Wszystkie złe myśli opuściły mnie, przynajmniej na tą chwilę.
Nie wiem, czy nikt nie zrozumiał tego, co powiedział, czy wszyscy byli w zbyt dużym szoku, żeby myśleć racjonalnie, ale nikt się nie ruszał. Wstałem więc powoli, chwyciłem plecak który leżał pod moimi nogami, chwyciłem w dłoń moją broń, i ciągnąc plecak po skrzypiącej podłodze pojazdu podałem go mężczyźnie na dole.
Na zewnątrz ciągle padało, spojrzałem w niebo, o dziwo nie było tak ciemne, tak mroczne, jak sobie je wyobrażałem podczas podróży. Było płynne, spokojne, zanosiło się, że deszcz niedługo ustąpi. Zona powoli budziła się do życia, słońce nieśmiało jeszcze zerkało swoimi delikatnymi promieniami spomiędzy drzew.
Gdy wszyscy byliśmy już na dole, razem z kierowcą, który zgasił silnik transportera, rozejrzałem się po okolicy. Wcześniej pomagałem w wyjmowaniu plecaków i innych torb bagaży kompanów mojej podróży. Każdy miał ze sobą co najmniej 30 kilogramów najróżniejszego towaru. Oczywiście też mieliśmy to, co nakazali zabrać ze sobą nasi Charonowie: Przede wszystkim medykamenty i maski gazowe, wojskowe lub robocze solidne buty, koniecznie bluzy bądź kurtki z kapturami, koniecznie z materiału, który nie szeleści i kilka innych rzeczy. Zalecali zabrać spodnie z wieloma kieszeniami, by mieć wszystko pod ręką, mapy Zony i okolic w dużej skali, liczniki Geigera, tego niestety nie udało mi się zdobyć. Polecali także zaopatrzyć się w duże ilości małych metalowych przedmiotów, najlepiej śrubek, do sprawdzania sobie drogi, do ucieczki przed anomaliami a także w jedzenie, które możemy szybko przygotować w mało sprzyjających warunkach, no i w broń.
Nie miałem większego problemu ze zdobyciem tego wszystkiego. Najłatwiej oczywiście było dobrać się do rzeczy takich jak śrubki, buty robocze, łopaty czy latarki. W życiu które zostawiłem daleko za sobą… tak, to był już fakt dokonany, jesteśmy tu, i tamto skończyło się wraz z chwilą, gdy wszystkie cztery koła pojazdu znieruchomiały… w tamtym życiu byłem architektem i inżynierem budownictwa, więc styczność z tym sprzętem, bardzo profesjonalnym i najwyższej klasy, miałem na co dzień. Broń? Kłusownictwo zaopatrzyło mnie w karabin myśliwski z lufą 610 milimetrów i magazynkiem na 5 naboi oraz doczepianą lunetą z 3 krotnym zoomem.
Drzewa, błoto pod nogami, budzące się słońce, niby nic niezwykłego, jednak wszystko było inne niż na zewnątrz, było podporządkowane Strefie. Droga asfaltowa którą podążaliśmy zmieniła się w szlak leśny porośnięty trawą, teraz przykryty cienką warstwą błota, w szlak, który kończył się jakieś 20 metrów na wprost od nas. Otaczający nas las poruszały krople deszczu który nadal nie ustępował.

[Obrazek: stalkerlas.png]

Nasunąłem kaptur na głowę, a opartą o koło broń zarzuciłem na ramię poczym ruszyłem, tak jak reszta, za przewodnikiem. Kazał nam iść w 3 metrowych odstępach, szedł przodem, często zatrzymywał się pomiędzy drzewami poczym delikatnie zmieniał kierunek marszu, jakby coś omijał, a następnie wracał na właściwy tor. Musieliśmy podążać dokładnie jego śladami, lecz nie było to trudne, z uwagi, że jego buty zostawiały bardzo widoczne ślady w błocie. Za nami podążał kierowca, obserwujący ruchy każdego z nas, gotowy w każdej chwili krzyknąć do swojego partnera jakąś uwagę o naszym ewentualnym niestosowaniu się do poleceń.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
03.09.2009, 16:51
Post: #5
RE: Zona moim spojrzeniem.
Opowiadanie niezłe, ale zauważyłem kilka błędów, np. "chwyciłem w dłoń moją broń, i ciągnąc plecak po skrzypiącej podłodze "- w przed "i" nie stawiamy przecinka, "Wcześniej pomagałem w wyjmowaniu plecaków i innych torb bagaży kompanów mojej podróży."- piszemy "toreb" nie "torb", "Oczywiście też mieliśmy to, co nakazali zabrać ze sobą nasi Charonowie"- to zdanie powinno brzmieć "Oczywiście mieliśmy też to, co kazali zabrać ze sobą...", "Zalecali zabrać spodnie z wieloma kieszeniami, by mieć wszystko pod ręką, mapy Zony i okolic w dużej skali, liczniki Geigera, tego niestety nie udało mi się zdobyć."- rozumiem, że zapomniał wziąć ze sobą licznika Geigera?? Lepiej byś zrobił gdybyś o tym liczniku napisał w oddzielnym zdaniu, np. "...by mieć wszystko pod ręką, mapy Zony i okolic w dużej skali. Niestety nie udało mi się znaleźć licznika Geigera" po twoim zdaniu można by pomyśleć, że nie udało mu się znaleźć wszystkiego co wymieniłeś wcześniej, a oddzielne zdanie podkreśla, że nie wziął ze sobą TYLKO licznika Geigera, nie piszemy "poczym", piszemy "po czym".
I to chyba tyle co miałbym ci do zarzucenia.

DUŻY BIAŁY NAPIS
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
19.03.2010, 12:56
Post: #6
RE: Zona moim spojrzeniem.
ja tam nie zgłębiam się w błędy dla mnie sens i fabuła są ważne a te są pierwsza klasa to nie dyktando z polskiego żeby każdy błąd wytykać

"Chyba sobie ku*a jaja robisz z tą sygnaturką! (+5 punktów)" - Castet

najlepszy podpis do ostrzeżenia EVER!
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
20.03.2010, 10:55
Post: #7
RE: Zona moim spojrzeniem.
Jeszcze! Jeszcze! Super opowiadanie choć jest kilka błędów.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
20.03.2010, 14:27
Post: #8
RE: Zona moim spojrzeniem.
tak właśnie kiedy dalszy ciąg?

"Chyba sobie ku*a jaja robisz z tą sygnaturką! (+5 punktów)" - Castet

najlepszy podpis do ostrzeżenia EVER!
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Skocz do: